Znalazłam swoją starą książkę!

16:06:00


To musiało się kiedyś zdarzyć!
Dzisiaj przychodzę do was z tematem, który wydaje się dość nietypowy. Być może nie będę uważać na literówki czy błędy jakie w nim popełnię. Przepraszam, jeśli czasem tekst okaże się być napisany od rzeczy, ale cóż- takie "powroty do przeszłości" nie zdarzają się codziennie, prawda?

Jak zdążyliście już wywnioskować po tytule, który jednoznacznie wskazuje na to o czym chciałabym was zająć, dzisiaj będzie o moich utworach i przypływach weny. Nie pomyślałabym, że wpadnę na pomysł o napisaniu postu na temat dla mnie tak bardzo osobistej i budującej sprawy. Takie nieprzynależne do żadnej z serii notki nie są tutaj niszowym zjawiskiem, ale wytrwali czytelnicy dobrze o tym wiedzą. Dodatkowo, postanowiłam pisać takie rodzaje tekstów częściej, bo widzę, że całkiem ciepło je przyjmujecie i kilkoro z was twierdzi, że powinnam redagować je częściej.
Bardzo się cieszę, bo czasem moja wena jest na wyczerpaniu i wydaje mi się, że wszystko co napiszę wygląda jak wypracowanie czwartoklasistki. 
A dzisiaj łatwo-trudny temat, którego w jakimś stopniu się już podjęłam, pisząc notkę  zatytułowaną, bardzo budującym stwierdzeniem: "Moja na wpół kreatywna powieść". Tak, moja samoocena już dawno sięgnęła tak niskiego poziomu. Możecie się z nią zapoznać zanim przejdziecie dalej, ale to nie jest konieczne. 



Całkiem niedawno zeszłam do piwnicy (tak trzymam tam niepotrzebne papiery i inne książki) w poszukiwaniu starych podręczników. Za niedługo rok szkolny, a ja chciałam je jak najszybciej sprzedać, w końcu to zawsze jakieś dodatkowe fundusze na książki albo inne wydatki. W stertach zużytych zeszytów znalazłam dwa, które kiedyś służyły mi za materiał do pracy. Jaka była moja reakcja, kiedy je wygrzebałam z dna pudła i otworzyłam na pierwszej stronie.
To jest takie uczucie, kiedy sprzątając w szafkach albo teczkach biurowych, znajduje się swój koślawy rysunek z dzieciństwa. Malunek przywodzi wam wspomnienia- dobre, może złe; wiecie, że włożyliście kiedyś w niego dużo zaangażowania, czasu albo emocji i nie możecie się powstrzymać od oglądania go. Nie chcecie się także pozbyć dzieła, bo okazuje być zbyt sentymentalny, żeby go tak po prosu wyrzucić. To samo zdarza się z  "małymi powieściami".

Na załączonym zdjęciu widzicie, że zeszyty były dwa- owszem, moja miniksiążka rozwlekła się na o wiele więcej stron niż przypuszczałam. W pierwszym (futurystycznym, srebrnym) znajduje się  prolog oraz pierwsze siedem rozdziałów, a za twardą oprawą mieści się przepisany epizod siódmy i sześciu jego rówieśników. Łącznie udało mi się wykreować 14 pełnych rozdziałów i jeden urwany przy końcu. Już nie pamiętam co mnie wytrąciło z równowagi, wiem że już nie wróciłam do pisania tej książki bez tytułu. 
Ale kiedy patrzę za zarys fabuły, to napawa mnie myśl, że jeszcze coś można z tego wyczarować.
Najpierw musiałabym zmienić kilka kwestii, no może ewentualnie wszystko.
A jeśli już jestem przy historii- pamiętam, że ta nie zajęła mi dużo czasu. Szybko wpadłam na linię przewodnią, pośpiesznie wykreowałam bohaterów. Mój styl pisania również był nijaki, ponieważ wtedy jeszcze nie byłam choć trochę oczytana. Serio, czytałam tylko lektury, a od czasu, do czasu udało mi się coś skubnąć poza programem. Taka była ze mnie literatka. 
Fabuła, jak na dzisiejsze standardy była taka sobie, choć wierzyłam, że ma potencjał. 

Londyn, gdzieś w przyszłości.  Nauka odgrywa ogromną rolę w gospodarce tego miasta-potwora, więc jednym z warunków utrzymania miasta jest ogromny koncern naukowy LondonLabs. Z dala od zgiełku szesnastoletnią dziewczynę- Jodie wychowuje naukowiec- Christopher Champion. Ojciec i córka tworzą zgrany duet, kochający się ponad wszystko. 
Aż, którejś nocy rozlega się dzwonek do drzwi, który zmienia życie nastolatki. Mężczyzna w garniturze mówi dziewczynie, że jej ojcu zdarzył się wypadek. Że jedyna osoba na świecie, na której jej tak naprawdę zależało nie żyje.
Żałoba trwa naprawdę długo. Wszystko przypomina nastolatce, że jej ojciec zmarł. Pod opieką gosposi, ciągle mieszka w jej domu rodzinnym- praktycznie z niego nie wychodzi. Zerwała wszelkie kontakty z przyjaciółmi, rodziną i światem zewnętrznym. Jodie umarła wraz z jej ojcem.

Nawet dobrzy ludzie mają sekrety. Tak było również z Christopherem Championem, który formalnie był pracownikiem LondonLabs, a w praktyce okazał się jego szefem. I, że spodziewał się swojego wypadku. I, że przed śmiercią postanowił przekazać swoją władzę szesnastoletniej córce.
Jodie Champion od tego dnia stała się szefową największego koncernu naukowego w Londynie. 
Ale nie ma pojęcia co czeka ją w środku. Nie wie w jak niebezpiecznym labiryncie się znajduje. Nie jest świadoma tego, że jej ojciec wystawił ją na próbę życia i śmierci.
Nie zdaje sobie sprawy, że ktoś bardzo jej tu nie chce.

Dum, dum, dum, duuuuuum! Wiem, że ten opis nie jest bardzo zachęcający, ale nie potrafiłam go jakoś korzystniej przedstawić. Nie mam talentu do wyjaśniania, ani do streszczania, ponieważ zawsze chcę ująć jak najwięcej. No cóż, macie mały zadatek mojej pracy.
Przyznam, że w moim obecnym pisadle zastosowałam podobne postacie. Kilka z nich jest wzorowanych na tych z tej nieszczęsnej powiastki. Bardzo spodobały mi się typy ich postawy- jedna z nich nerwowa, druga zaś oszczędnie gospodarująca słowami. 
Dziś tyle o mnie i moich niespełnionych marzeniach.

Dajcie znać w komentarzach czy też coś pisaliście w dzieciństwie! Chętnie poczytam wasze historie :)
Ps. BONUS dla wytrwałych- fragmencik (scena miała być śmieszna, ale jakoś tak wyszło)
"-Przynieść wam szampana?- zaproponował szarmancko Case. Pokręciłam głową.
- Tak, proszę.- stwierdziła Carlo.
- Oczywiście, dla pięknej pani i dla mnie!- ruszył, ale zatrzymał się w pół kroku. Odwrócił się w stronę Johna, który akurat był zajęty pożeraniem koreczka. Zmierzył go wzrokiem przeciągle, po czym wskazał na niego.- A ty, John, nie chcesz?
Rzuciłam okiem na mojego asystenta, który oderwał się na chwilę od przekąski. Podniósł wzrok obojętnie i jak zawsze w jego przypadku, smętnie.  Odchrząknął i ścisnął usta w wąską linię.
-Nie pijam damskiego alkoholu.- odpowiedziawszy, pokusił się na zwycięski uśmieszek."
Nie śmieszne, prawda- ale wtedy tylko na takie dialogi było mnie stać :)


You Might Also Like

9 komentarze

  1. Ta historia wydaje siębyc całkiem zachęcająca :> Chętnie dowiedziałabym się kto czyha na Jodie i jak to się stało, że jej ojciec zmarł:)
    A co do moich pisadeł, cóż.. pamiętam jak byłam mała i nie umiałam jeszcze pisać; sklejałam wtedy małe kartki i dyktowałam mamie treść ''książki'', a potem rysowałam ilustracje haha :D

    Pozdrawiam
    secretsofbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Taka typowa współczesna dystopia (tak, brzmi schematycznie :D), ale skoro pisałaś tę książkę już dawno to chyba wyprzedziłaś epokę! Pisałaś dystopię zanim to było modne! ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Opis ciekawy. :) Chętnie przeczytałabym Twoje dzieło. :)
    Ja pisałam w pierwszej gimnazjum i publikowałam to na blogu.
    Potem to wszystko usuwałam, bo historia, którą pisałam mi się nie podobała. :3

    kacik-czytelnika.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Hello from Spain: a great description. Very interesting. Keep in touch

    OdpowiedzUsuń
  5. A też mam taki zeszyt gdzie pisałam opowiadanie. Skończyłam w połowie i zostawiłam tak, do tej pory leży, ale jakoś go nie ruszam. Jak byłam mała, miałam mnóstwo pomysłów, a teraz nie sklepałabym jednego zdania. Pewnie jesteś szczęśliwa? Stara pamiątka :)
    Pozdrawiam ♥
    http://kochamczytack.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Opis i fragment przywodzi mi na myśl tajemniczą młodzieżówkę, po którą prawdobodobnie sięgnęłabym aby zobaczyć co z tego wyniknie. Też kiedyś pisałam opowiadania, co zostało mi do dziś, tylko w innej formie bo zapisuje wszystkie swoje pomysły na książkę.
    lemoniadowe-recenzje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Ejj, nie ma się o co wstydzić! Po opisie oceniłabym, że pomysł jest dużo lepszy od już wydanych książek. A ten "mało śmieszny" fragment mnie rozwalił :) Miło czasem tak powspominać :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja co chwila znajduję takie zeszyty xD
    Wtedy była to ochrona przed nudą a teraz to moja największa pasja <3
    Pozdrawiam :*
    my-life-in-bookland.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Cóż, może warto by było dokończyć i wysłać do jakiegoś wydawnictwa? W niczym to nie zaszkodzi, tak mi się wydaje.;)
    Sama kiedyś pisałam, ale wszystko zniszczyłam, niestety.

    Pozdrawiam, tylkomagiaslowa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Prawa autorskie

Całość prezentowanej strony internetowej stanowi własność autorki bloga i jest utworem w rozumieniu ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 90, poz. 631). Żadna część moich tekstów nie może być rozpowszechniania bądź kopiowana bez mojej zgody.