Życiowo #10- Książki a ich ekranizacje

17:53:00


Trudno mi sobie przypomnieć, kiedy tu byłam. Znaczy się... jestem tu cały czas i czuwam nad blogiem, ale przez ostatnie kilkanaście dni trudno mi było znaleźć motywację do tego, aby podczołgać się do komputera w celu napisania nowej notki. Dużo jednak pisałam (czyt. próbowałam coś napisać) w ramach projektu, który nazywam "powieścią", ale niestety nie wierzę w odpowiedniość tego terminu. Obejrzałam za to kilka dobrych filmów i przeczytałam 2 dobre książki. Ekranizację jednej z nich obejrzałam już zaraz po jej lekturze. Zabić drozda od początku mojej czytelniczej wędrówki widniało na liście pozycji obowiązkowych i stwierdziłam, że zabiorę się za nią jak najszybciej (czyt. jak odkopię się ze staroci lęgnących na półkach). Książka, niestety zmarłej niedawno, Harper Lee to dzieło nagrodzone Nagrodą Pulitzera, chyba najbardziej prestiżowym tytułem jaki może dostać pisarz (prócz nagrody Nobla). Nie myliłam się obstawiając, że Zabić drozda mi się spodoba, bo naprawdę się spodobało. Tak bardzo, że książka stała się moją ulubioną. Ekranizacja miała swoją premierę w 1962r. w czasie burzliwych przemian politycznych na tle rasowym w Stanach Zjednoczonych. I z ręką na sercu przyznam- że ja, dziewczyna która nie przepada za tak starymi filmami- byłam zachwycona tą właśnie ekranizacją, tej właśnie książki. Nie tylko dlatego, że jak na te lata film był dobrze nakręcony, ale za to jak okrutnie zgodny jest ze swoim materiałem źródłowym, czyli książką Harper Lee. I tak powinna wyglądać ekranizacja.

Z czym się jednak zazwyczaj spotykamy? Niestety, ostatnie lata pokazały, że słowo "interpretacja" można rozumieć na wiele sposobów, na przykład "całkowity remanent", "odświeżenie" czy "dewastacja". Czasem po prostu ogólny zarys historii nie wystarcza. Czasem książki mają elementy poboczne, które rzeczywiście dodają smaczku fabule, a których scenarzyści czy reżyserzy wydają się nie widzieć. Fan książki często się wścieka, nie tylko na sam fakt przemeblowania w źródle, ale ii na przestępstwo jakim jest dodawanie nowych motywów i elementów. Aż ciarki przechodzą po plecach.

Innymi szlakami chodzą także bohaterowie książki i ich potencjalni sobowtórowie z filmów. Są wielokrotnie zmieniani, charakteryzowani na postacie innego kalibru lub całkowicie usuwani z historii. Słyszałam, że nawet zmienia się im płeć, żeby uzyskać równowagę pomiędzy postaciami żeńskimi a męskimi, tak dla zasady. Imiona często to kwestia brzmienia, ale najgorszy grzech wyrządzają im tłumaczenia na inne języki. Tutaj nie będę się rozdrabniać, bo mam za mało przykładów, a jak mam ich za mało to mam wyrzuty sumienia, że was okłamuję :)

Jedną z ekranizacji- porażek, jest Delirium. Oczywiście, mówię tutaj o serialu, którego wielki upadek odczuli wszyscy fani wspaniałej serii autorstwa Lauren Oliver. Rozumiem, nie da się wszystkiego przenieść na ekran, wiem że tego się nie da zrobić w całości. Jednak kiedy słyszę, że z trylogii ma powstać serial, cieszę się, ponieważ będę mogła poznać całą historię. Tutaj moje oczekiwania zatrzymały się na jednym 45-minutowym odcinku, w którym reżyser postanowił umieścić cały pierwszy tom, czyli Delirium, ale więcej o moich ubolewaniach i skargach przeczytacie w poście przeznaczonym specjalnie dla tego małego piekiełka. Przywołuję smutną historię zapomnianego Pilota serialu Delirium, po to aby pokazać wam w jak spektakularny sposób można zniszczyć coś co ma tak ogromny potencjał.  Bohaterowie nie wpisywali się w historię, wszystko działo się za szybko. TO NIE TAK MIAŁO WYGLĄDAĆ!

Innym, zgoła odmiennym przypadkiem ekranizacji, która okazała się marna (moim zdaniem, oczywiście) jest ostatnia, druga część Kosogłosa , czyli ostatniej części hitowych Igrzysk Śmierci. Muszę przyznać, że rozkładanie trzecich tomów na dwa osobne filmy to nałóg reżyserów ekranizujących książki. To również mój największy koszmar i obiekt frustracji, jeśli chodzi o mojego filmowego ducha. Ewidentnie, twórcy rozbijają filmy dla większych zysków, również dla  lepszej sprzedaży sezonowego merchandise'u. Dzięki temu albo może przez to spowalniają akcję filmu, który miał szansę na to, aby zostać epickim finałem serii. Wyszłam z kina załamana, z ustami wykrzywionymi w podkówkę.

Czy istnieje jednak ekranizacja idealna? Odpowiedź: Nie i nigdy, nigdzie takowa nie powstanie. Dlaczego? Bo każdy ma inny gust, a dodatkowo- każdy ma inną wyobraźnię, więc nigdy film nie będzie tak dobry jak to co rozgrywa się w naszych umysłach podczas czytania. Niestety, nigdy nie doczekamy się dzieła w 100% zgodnego ani pozbawionego wad.  Cieszmy się tym, co mamy pod ręką :)

Jaka jest wasza ulubiona ekranizacja? Jak odnosicie się do jakości wykonania takich filmów? Czy denerwują was zmiany?
Piszcie swoje skargi, ubolewania i opinie w komentarzach :)

Ps. A recenzja Zabić drozda - książki i filmu, za niedługo pojawi się na blogu, lecz w trochę innym wydaniu, bowiem przyjmie formę klasycznego paplanda (Pozdrawiam Anitkę z vloga BookreviewsbyAnita, bo wie o nas! Widziała mojego bloga, powiedziała, że będzie zaglądać :3). Trzymajcie się ciepło :)

You Might Also Like

5 komentarze

  1. Jak dla mnie ekranizacja idealna to Harry Potter i Opowieści z Narnii. Mogę je oglądać w kółko, a i tak mi się nie znudzą. Reżyserzy odwalili kawał dobrej roboty. :) A co do ekranizacji w ostatnich latach to jedno kompletne dno, bo nikt nie potrafi nad tym porządnie usiąść i tego rozplanować. Wszystko jest robione na hop siup, odwal i co tam jeszcze się da wymyślić albo jeszcze gorzej reżyser stwierdzi, że po co w ogóle robić to, co było w książce - lepiej stwórzmy coś nowego w jej świecie! Moje największe rozczarowanie to chyba serial Shadowhunters. Miałam ogromne nadzieję, że będzie lepszy niż film, ale wychodzi na to, że film przy nim to arcydzieło. Kompletnie nie mogę zrozumieć konstrukcji głównej bohaterki, która zachowuje się, jak puszczalska ani koncepcji czarnoskórego Luke'a policjanta (przecież on miał księgarnie!) ani tym bardzie przesunięcia w czasie. Clary w książce ma lat 16, a w serialu 18. Wymiękłam po dwóch odcinkach i nie mam zamiaru kontynuować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, słyszałam straszne opinie na temat Shadowhunters. Moja przyjaciółka, której ulubioną serią są właśnie Dary Anioła, próbuje zostać przy serialu, bo twierdzi, że może się rozkręcić. Jest strasznie zbulwersowana, że Jace'a gra inny aktor :/

      Usuń
  2. Ja czasem lubię obejrzeć ekranizację. Można porównać czy cuś. Nie wiedziałam, że Delirium miało ekranizację! Dla mnie, perfekcyjną ekranizacją jest Harry Potter <33 Idealnie odwzorowuje książkę i to, co sobie wyobrażałam.

    http://k-a-k-blogrecenzencki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Boziu... nawet nie przypominaj tej dupnej ekranizacji "Delirium"... To porażka na całej linii, a stwierdzam to po obejrzeniu jakichś 10 minut, potem się poddałam... Już kiedyś słyszałam, że w jednym odcinku jest cały pierwszy tom, ale do końca w to nie wierzyłam i sama chciałam się przekonać i podczas tych kilku minut przeze mnie obejrzanych zorientowałam się, że mam zaszczyt nawet ujrzeć co nieco z drugiej części serii... P O R A Ż K A -.-
    Bądź tu teraz

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie przepadam za ekranizacjami książek, bo zawsze mi w nich czegoś brakuje ;)
    Zapraszam do mnie na nową recenzję ;)
    http://literacki-wszechswiat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Prawa autorskie

Całość prezentowanej strony internetowej stanowi własność autorki bloga i jest utworem w rozumieniu ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 90, poz. 631). Żadna część moich tekstów nie może być rozpowszechniania bądź kopiowana bez mojej zgody.