M- Mistrz i Małgorzata (Michaił Bułhakow)

19:18:00

Czy muszę w ogóle przypominać, że to nie może być recenzja? Arcydzieł się nie recenzuje, o nich się tylko pisze. A więc jest to tylko moja próba wyrażenia swojego zachwytu, która z pewnością będzie niewystarczająca dla większej części czytelników i zapewne dla mnie samej- wiem, że "strumień myśli" nie jest odpowiednim sposobem pisania, a w przypadku Michaiła Bułhakowa i jego powieści to rozwiązanie wydało mi się najodpowiedniejsze. Wiem jednak, że nie dałoby się tego czytać i przemówiłam sobie do rozsądku. Będę musiała opanować swój entuzjazm i przelać myśli w trochę bardziej logiczny sposób. Mam wrażenie, że od dłuższego czasu czekałam właśnie na tę książkę i wydaje mi się, że w przypadkach innych czytelników również tak było. 

Moskwa, rok 1929. Ustrój totalitarny to klejnot w koronie wspaniałego Związku Radzieckiego. Wszyscy są równi. Każdy wierzy w to co chce. Iwan Bezdomny i Berlioz wierzą, że Jezusa nigdy nie było. Kiedy dyskutują na ławce do rozmowy wtrąca się cudzoziemiec w szarym garniturze. Mówi, że Jezus istniał naprawdę. I że diabeł również. Berlioz traci głowę, wpadłszy pod tramwaj. To jedna z przyczyn, przez którą nie powinno się rozmawiać z nieznajomymi. Zwłaszcza, że ten nieznajomy jest szatanem.  "Mistrz i Małgorzata" to nie tylko historia o szemranych cudzoziemcach. To przede wszystkim opowieść o miłości dwóch ludzi. Mistrz- pisarz osaczony przez system, Małgorzata- nieszczęśliwa mężatka, która tak naprawdę powinna być szczęśliwa. Poznają się na ulicy. Miłość dopada ich jak morderca. Po latach jednak ten, którego ona nazywała Mistrzem szarzeje przez zasady totalitaryzmu. Znika, jak wcześniej jego arcydzieło- powieść o Poncujszu Piłacie. Po czasie, Małgorzata dalej pała miłością do swojego zaginionego ukochanego i do utworu jego życia. Kiedy kobiecie wydaje się, że jej Mistrz przepadł, nadarza się okazja do jego ponownego zobaczenia. Okazja nie do odrzucenia... wydaje mi się, że już wiecie do czego to zmierza.

Wszyscy już pewnie wiecie do czego to zmierza. Michaił Bułhakow pracował nad Mistrzem i Małgorzatą blisko 10 lat co jak na moje oko ma swoje odbicie w powieści. Pierwszym wyznacznikiem geniuszu jest sam język pisania autora- poetycki i potoczny zarazem, zmieniający osobę narratora, wtrącający od czasu do czasu opinię samego autora, ironiczny, przesiąknięty sarkazmem, wydawałoby się zautocenzurowany przez Bułhakowa. Ten ostatni zabieg jest ironią samą w sobie, zważywszy na niedorzeczność czasów totalitarnej Rosji. Jak wiemy pierwsza wersja powieści została drastycznie ocenzurowana, zapewne tak, że każda z kart maszynopisu automatycznie stawała się czarnym prostokątem na białym tle. Dlatego też jest tutaj tyle ironii, tyle języka ezopowego (nie wprost), tyle charakterystycznych dla totalitaryzmu "procesów" ukazanych w trochę inny sposób. Jak napisać, że kolejni lokatorzy lokalu znikają zabrani przez NKWD? Opisać tajemniczą historię właścicielki mieszkania, która podejrzewa, że po kolei, porywa ich nieczysta siła.

Nawet Woland i jego świta dziwią się kiedy po przybyciu przyglądają się miastu. Przybył on tutaj, żeby wyprawić bal, który przygotowuje co roku. Nazywany jest on Balem Stu królów lub Wiosennej pełni księżyca, najczęściej jednak balem u szatana. W tym roku odbywa się on w Moskwie, dokładniej w mieszkaniu numer 50, którego dotychczasowi właściciele w sposób wszystkim nieznany zniknęli. Nikt nie wie kto rezyduje w feralnym lokalu, ale mieszkańcy kamienicy przy Sadowej 302-A coraz częściej napotykają zjawiska, których człowiek wytłumaczyć nie potrafi. Na pewno nigdy nie zrozumie ich w sposób racjonalny. Wątek fantastyczny (diabelski), zresztą mój ulubiony, łączy wszystkie inne wątki dodając od siebie szczyptę mistycyzmu i tajemniczości. Nie od razu wiesz kim jest cudzoziemiec, dopóki jego słowa się nie sprawdzają. Wszystko wydaje się zupełnie jasne dopiero w trzecim rozdziale, a przecież poznajemy go już w pierwszym.  Poznajemy także jego świtę: Korowiowa- czyli Fagota; autora chyba najdobitniejszych cytatów w historii książki kota Behemota, wampirzycę Hellę i wysłannika Azazella. Każdy jest trochę (a właściwie zupełnie) inny od siebie. Ich ludzkie formy są oczywiście groteskowe, charakterystyczne, no i odzwierciedlające ich tak różne przecież cechy osobowości. A najbardziej groteskowe i ironiczne w tych postaciach jest to, że zło w tej powieści nie jest złe. Wszystko co niegodziwe wychodzi z człowieka. Następuje zdemaskowanie ludzkiej obłudy, oszukaństwa, zawiści, zazdrości, chciwości, służalstwa. Tak naprawdę pierwiastek diabelski to ludzka niedoskonałość. Najśmieszniejsze i najsmutniejsze jednocześnie jest to, że nawet przybycie największego zła, nie jest w stanie naruszyć jakże wspaniałego ustroju totalitarnego.

Odejściem od normy jest również Mistrz, pisarz-historyk, który napisał powieść o Poncjuszu Piłacie. Zakochuje się on od pierwszego wejrzenia w pięknej, choć nieszczęśliwej Małgorzacie Nikołajewnej. Uczucie budzi się w nich bez żadnej zapowiedzi, nagle na ulicy, kiedy on zauważa jej brzydkie żółte kwiaty. Mężczyzna uświadamia sobie, że tak naprawdę kochał tę kobietę całe życie, o czym nie wiedział. Ich związek przechodzi przeobrażenia, staje się najprawdziwszym uczuciem, przywiązaniem, szacunkiem, połączeniem dwóch dobrych serc. Łączy ich również powieść ta, która sprawia, że Mistrz jest mistrzem, ale również ta, która ich wkrótce rozdziela. Powieść zostaje zniszczona przez wspomnianą wcześniej cenzurę, a imię Mistrza jak i jego osoba zostaje zapomniana. Para zostaje rozdzielona, ale ich uczucie trwa. Tytułowi bohaterowie ujawniają się stosunkowo późno, bo dopiero w drugiej części powieści. Ich miłość pokazuje, że tak mocne uczucie jednak istnieje i nie dość, że przetrwa próbę czasu, przetrzyma także piekło i totalitaryzm (trudno powiedzieć co jest gorsze).

Ciekawi są też sami Moskwianie, tak bardzo zepsuci, zniewoleni moralnie przez indoktrynację socjalistyczną i przez rozpustne życie. W samej kreacji Moskwy możemy dojrzeć ocenę autora, Bułhakowa, który żył w tych samych latach i na tych samych warunkach. Wiemy więc, że mamy informacje potwierdzone życiorysem. Tylko realizacja trochę bardziej fantastyczna. I do tego ten groteskowy humor- mmm...pyszności!

Jeśli chcecie wiedzieć, istnieje też serial polski (starszy) i rosyjski (2005)- obydwa bardzo dobre i szaleńczo wierne swojemu materiałowi źródłowemu. Śmieszne jest to, że nasza wersja jest pierwszą ekranizacji, jaka kiedykolwiek powstała. Wydaje mi się jednak, że to przez to, że Związek Radziecki ostatecznie upadł w 1991 roku, jego powolny rozpad rozpoczął się jednak już w 1988 roku, właśnie wtedy kiedy powstała nasza wersja Mistrza i Małgorzaty. Zdążyłam obejrzeć już obydwie odsłony i zakochać się jeszcze bardziej w tej smakowicie groteskowej powieści. Nabrałam też prawdziwej ochoty, żeby wybrać się do teatru na spektakl oparty na utworze. Niestety teraz nigdzie nie przewiduje go repertuar. A JA WCIĄŻ CHCE TO ZOBACZYĆ W TEATRZE!

Czy mieliście okazję przeczytać Mistrza i Małgorzatę (to trochę jak pytanie retoryczne)? Co sądzicie? Znacie inne podobne powieści? Piszcie w komentarzach, koniecznie!

PS.
– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.

You Might Also Like

6 komentarze

  1. Miałam okazję i muszę przyznać, że to była to całkiem ciekawa przygoda, ale jednak wolę "Zbrodnię i Karę" z rosyjskich klasyków ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Zbrodnię i karę" będę miała okazję przeczytać, ale "Mistrz i Małgorzata" to zdecydowanie najlepsza lektura (a może nawet książka?) jaką dotychczas czytałam. To przez tą ukochaną przeze mnie ironię i groteskę. :)

      Usuń
  2. "Mistrz i Małgorzata", to jedna z moich ulubionych szkolnych lektur, po twoim poście nabrałam ogromnej ochoty, aby ją jeszcze raz przeczytać ;)
    Pozdrawiam! http://literacki-wszechswiat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Mistrz i Małgorzata" na pewno jest moją ulubioną lekturą, ale także i ulubioną książką! Wszystko jest tak soczyście ironiczne :) Jak znajdę czas, to pewnie przeczytam ją jeszcze kilka razy. Koniecznie muszę zaopatrzyć się we własny egzemplarz :)
      I ja pozdrawiam!

      Usuń
  3. Wprost ubóstwiam tę książkę. Jest tak osobliwa i absurdalna, a przy tym niezwykle mądra i ciągle aktualna. Nie sposób o niej zapomnieć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocham w niej wszystko! Zaczęłam szukać podobnych książek i nie mogę się doszukać :) Może dlatego że "Mistrz i Małgorzata" jest niepowtarzalna!

      Usuń

Prawa autorskie

Całość prezentowanej strony internetowej stanowi własność autorki bloga i jest utworem w rozumieniu ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 90, poz. 631). Żadna część moich tekstów nie może być rozpowszechniania bądź kopiowana bez mojej zgody.