Najlepsza scena w historii filmu animowanego- Spirited Away

20:59:00


Mam jedno wspomnienie z dzieciństwa, które od tygodnia nie daje mi spokoju. Przypomniałam sobie o nim zobaczywszy grafikę ze starego japońskiego filmu animowanego, który znałam, lecz tytułu za nic nie mogłam przywołać. Jedyną poszlaką, która mogła mnie doprowadzić do owego filmu była nazwa studia, które go wyprodukowała- Ghibli. I wtedy uświadomiłam sobie, że znam tę nazwę, a jej unikalny, niemalże akwarelowy styl znam z wielu blogów moich ulubionych artystów. Znałam tytuły tych poszczególnych produkcji, lecz na tym etapie udało mi się ustalić, że obrazek, który widziałam gdzieś w internecie, tylko mnie zmylił, a ja sama nie znalazłam filmu, o który widziałam w dzieciństwie. Znalazłam jednak wiele innych, powierzchownie znanych mi produkcji, studia Ghibli, a właściwie Hayao Miyazaki'ego, który dla fanów animacji jest reprezentacją precyzji, kreatywności i prawdziwego kunsztu. Nazwisko również wydawało mi się znajome, co utwierdziło mnie w tym, że muszę koniecznie zapoznać się w jego twórczością.

Sprawdziłam ranking filmów, które Miyazaki stworzył i Spirited Away (z polską dopiską "W krainie bogów") plasowało się na pierwszym miejscu. Nic dziwnego, japońska produkcja otrzymała nawet Oscara za najlepszy film animowany. Dodatkowo jest to jedyna ręcznie wykonana animacja w historii, która została uhonorowana takową statuetką. Pomyślałam, że film MUSI być dobry skoro został pobłogosławiony taką nagrodą i choć nie uważam, żeby Oscar był wyznacznikiem jakości, to postanowiłam posłuchać ogólnoświatowej opinii i przyjrzeć się animacji.

To była najtrafniejszych "nieistotnych" decyzji jaką mogłam w życiu podjąć. Film trwający ok. 130 minut to przepiękna wizualnie, muzycznie i w kwestii historii produkcja. Nigdy nie byłam tak przejęta samym obrazem filmu, samą szatą wizualną, kolorem i płynnym ruchem albo mową ciała bohaterów. Animacja prześliczna jak taniec, kolory- tradycyjne dla Japonii, pięknie dobrane, współgrające ze sobą jak dobra piosenka. Z kolei muzyka- jest jak piękny obraz, gdzie kompozycja każe nam patrzeć w wyznaczonym kierunku. Ścieżka dźwiękowa, rzeczywiście wyzwala w nas specyficzne emocje- zaniepokojenie, smutek, melancholię, szczęście. Dodatkowo kultura ojczyzny Miyazaki'ego widoczna jest w obydwu tych mediach. Tradycja Japonii ujawnia się również w samej fabule i symbolice, sposobie przedstawiania poszczególnych archetypów postaci. Dodatkowo, film studia Ghibli, mimo całkiem oczywistej baśniowej kreacji świata, wydaje się dużo bardziej dorosły i no cóż...mądrzejszy od dobrze znanych, zachodnich filmów Disneya. Historie wydają się bardziej zwykłymi filmami stworzonymi tak, aby dzieci również mogły go oglądać, a nie produkcjami dla młodszej widowni o uniwersalnej fabule, którą mogliby się cieszyć również rodzice. Niektóre symbole znaczą dużo więcej niż dzieci mogłyby odczytać. Jedną z takich symbolicznych scen jest ta, którą nazywam najlepszą, ale to za moment. Musze się rozgrzać, żeby znaleźć odpowiednie słowa. 


"Spirited away" to film, którego główną bohaterką jest 11-letnia Chihiro, której rodzina przeprowadza się do nowego miasta, gdzie jej ojciec otrzymał nową, lepszą pracę. Jak każda dziewczynka w jej wieku, nie znosi takiej poważnej zmiany za dobrze. Rodzina zbacza z trasy, skręciwszy w drogę, która zdaniem jej rodziców jest skrótem. Rozwiązanie to doprowadza ich do tajemniczego przejścia gdzieś w głębi lasu. Rodzina, mimo protestów Chihiro, postanawia dowiedzieć się co znajduje się za dziwnym czerwonym murem. Ku ich zaskoczeniu, jest to miejsce, które przypomina opuszczone wesołe miasteczko. Rodzice zachwyceni widokiem starych budynków, ozdób i uliczek podążają w głąb na pierwszy rzut oka opuszczonego miasta, co nie podoba się ich małej córce. Wkrótce ojciec i matka Chihiro znajdują gospodę, gdzie stoły zastawione są samymi pysznościami. Dorosłych wcale to nie dziwi, więc zabierają się za jedzenie, namawiając do tego córkę. Dziewczynka odmawia, widocznie zaniepokojona postanawia rozejrzeć się po okolicy. I wtedy zaczyna się ściemniać. Ktoś mówi Chihiro, że musi jak najszybciej uciec z tego miejsca, w odpowiedzi na to dziewczynka protestuje. Zaczynają się dziać niepokojące rzeczy- dziwne cienie unoszą się ponad ziemią, latarnie samoistnie rozpalają się, kiedy mrok zaczyna spowijać niegdyś opuszczone miasto. Okazuje się, że miejsce zamieszkują bogowie i duchy, a rodzice Chihiro spożyli dary, które nie były przygotowane dla nich. Dlatego, ku przerażeniu dziewczynki, zostali oni zamienieni w świnie. Chihiro zostaje w mieście, w którym jest intruzem. Aby nie podzielić losu rodziny, musi podjąć się pracy dla Yubaby- złej czarownicy, która rządzi miastem, tak radzi jej Haku- chłopiec, który wcześniej kazał jej uciekać. Chihiro musi stawić czoła przeciwnościom i wyzwaniom jakie czekają ją w świecie bogów i zbłąkanych dusz.

I więcej o ogólnej fabule wam nie powiem. Bo nie chcę mówić dzisiaj o całym filmie. Dałam tylko zarys tego arcydzieła, aby to o czym zaraz się rozpiszę było choć trochę bardziej jasne w tym szaleństwie jakim jest Spirited Away. Akcja filmu, co muszę zaznaczyć, jest bardzo napięta, lecz rytmiczna i właśnie wtedy, kiedy emocje i fabuła filmu prawie wydzierają się spod kontroli, następuje pauza- scena, która jak żadna inna scena w jakimkolwiek innym filmie, pozwoliła mi oddychać.


Otóż, w pewnym momencie nasza Chihiro (a może już Sen- imię, które musiała przyjąć w obcym świecie) musi się udać pociągiem w bardzo ważne miejsce. Wsiada do wagonu ze swoimi przyjaciółmi, dołącza do niej Kaonashi (bóg bez twarzy- ten po prawej, tak na marginesie) już trochę mniej niebezpieczny niż wcześniej. Wokół nich jest pełno cieni, niemych pasażerów, siedzących na swoich miejscach. Jest cisza. Słyszymy tylko muzykę, która przeprowadza nas przez tą zaledwie, a może aż 2 minutową scenę.W tym momencie, fabuła zawieszona jest w nieważkości, zostaje wyciszona. Zostaje tylko Chihiro, Kaonashi i pociąg. Dziewczynka ma cel, ale nie wie gdzie jedzie. Nie wie co ją czeka, nie wie co się stanie. Myśli. Ta myśl, o "myśleniu" trzyma nas w napięciu, lecz jednocześnie chwila ciszy daje nam odetchnąć. Film oddycha, a to jest jeden z momentów wydechu. Jesteśmy w stanie usłyszeć westchnięcie ulgi, kiedy bohaterowie przemierzają kolejne stacje, aby w finale dotrzeć na szóstą stację. Kolejne cienie opuszczają wagon, zostawiając Chihiro i resztę za sobą.  Gdzie się udają, kim tak naprawdę są? Tego nie wiemy? Nie wiemy także co myśli Chihiro, ale dzięki temu, że wszystko co nie potrzebne zostało usunięte i dzięki doprowadzonemu kontekstowi, możemy się domyślać. I nawet się domyślamy. Dziewczynka jest niepewna, zdeterminowana, ale także zdenerwowana, smutna, zmartwiona. Przestraszona. Ogromny kontrast wobec tła, jakim jest świat za oknem pędzącego pociągu. Wszystko co stało się wcześniej- tutaj nie ma znaczenia. Czujemy emocje w muzyce, w ruchu (mimo, że jest bardzo ograniczony), w upływie czasu. Zauważcie, większość filmów animowanych pomija sceny podróży, pokazując tylko początek i koniec przemieszczania się. Tu, Miyazaki postanowił pozostawić nas samych na 2 minuty. Kazał nam przemyśleć to co się właśnie stało i pozostawić to w sferze przeszłości. Ten moment, jak się okazuje, nazywa się "ma" (nie znalazłam odpowiednika w kanji, przepraszam)- cisza, przemilczenie, przerwa. Całe napięcie  skumulowane wcześniej ma w tym momencie wyparować, ulotnić się, przestać nas męczyć. I ten moment jest dla mnie tak genialny, że do końca filmu byłam wpatrzona w ekran mojego komputera. Dla mnie, dla kogoś kto ogląda video, filmy i seriale, jednocześnie zajmując się czymś zupełnie innym- rysunkiem czy pisaniem. Spirited Away wciągnęło mnie od początku, ale naprawdę oderwałam się od innych zajęć dopiero, kiedy nastąpiła scena w pociągu. W chwili ciszy. To właśnie stanowi o geniuszu- przyciąga ciszą. Hipnotyzuje nią.

Widzicie. Napisałam więcej o jednej scenie, niż o całym filmie, a chciałabym napisać jeszcze więcej, ale... brakuje mi słów. Nie potrafię oddać uczucia, które mi towarzyszyło podczas tej sceny. Przypominała mi ona o tym czego wcześniej dowiedziałam się w filmie. O tym, jak chciwy jest świat, jak pieniądz zmienia postać rzeczy i jak ważna jest pamięć o własnym imieniu. Bo kiedy zapominamy  kim tak naprawdę jesteśmy, ratunek dla nas przepada coraz bardziej. Wiemy, że Chihiro o tym pamięta i myśli o tym. Myślimy o tym razem z naszą bohaterką. Kocham ten film i tę szczególną scenę. ALE... to nie jest recenzja filmu, ani sceny.

To tylko przypomnienie, że istnieje takie arcydzieło, o którym zapewne nigdy nie usłyszeliście. Europa nie za bardzo lubi częściowy realizm w filmach dla dzieci. Podobno krew nie istnieje w realnym życiu, przynajmniej Disney tak sądzi, a jeśli oni tak sądzą- to zapewne tak jest. Wydaje mi się, że bardziej krzywdzące dla europejskich i amerykańskich dzieci będą sceny, w których występują potwory, nie dlatego, że są tak straszne, ale dlatego, że są tak surrealistycznie zaanimowane. Jestem pod ogromnym wrażeniem kunsztu i umiejętności animatorów ze studia Ghibli, dlatego że mimo przeraźliwie skomplikowanych sekwencji ruchu, udaje im się zachować charakterystyczny dla tych produkcji styl. I- Panie Miyazaki, nie wiem co siedzi panu w głowie, ale chcę tego więcej.

Zostawiam was z tą nagłą potrzebą obejrzenia tego filmu. Obejrzyjcie go- nie dla mnie, lecz dla siebie. Ale recenzja, może kiedyś się pojawi, może nie potrafię opisać tego filmu. Może jeśli, kiedyś , kiedy uda mi się całkowicie go zrozumieć. Na pewno kiedyś rozpiszę się o Studio Ghibli.



You Might Also Like

2 komentarze

  1. Trafiłam kiedyś na niego przypadkowo w telewizji i już jako kilkuletnie dziewczynka byłam zachwycona. Muszę go sobie odświeżyć! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przez kilka lat wiedziałam o tym filmie, ale nie widziałam potrzeby, żeby się za niego dobierać. Teraz wiem, że popełniłam straszny błąd. Teraz robię binge watch najlepszych filmów Studia Ghibli :)

      Usuń

Prawa autorskie

Całość prezentowanej strony internetowej stanowi własność autorki bloga i jest utworem w rozumieniu ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 90, poz. 631). Żadna część moich tekstów nie może być rozpowszechniania bądź kopiowana bez mojej zgody.